Wchodzimy razem z mamą i tatą na lotnisko i wzdycham. Światło pada idealnie na wszystkich ludzi. Jakby Bóg chciał abym mogłam się im wszystkim przyjrzeć, ich karnacji, oczom, ubraniom. Zdecydowanie brakuje im californijskiego słońca na bladej, nieopalonej skórze.
Idziemy dalej, mijajmy bramki i w końcu jesteśmy wolni. No cóż może oni są, ja byłam do momentu wyjścia z domu.
Dlaczego rodzice nie rozumieją jak to być nastolatkiem? Jakby sami opuścili ten moment rozwoju albo kompletnie zapomnieli o nim. Nastoletnia przyjaźń jest najważniejszym i najtrudniejszym etapem w dorastaniu albo ją się ma albo możemy o niej zapomnieć. I ja w tej chwili musiałam o niej zapomnieć. Nie dam rady po prostu ułożyć sobie życia na nowo, w nowym kraju i wśród nowych ludzi. To co stworzyłam tam było wystarczające i prowadziłam życie idealnej nastolatki. Nie byłam zbyt popularna ale każdy mnie znał, miałam parę chłopaków ale żadnego ważnego, chodziłam na imprezy, kłóciłam się z rodzicami, a jak miałam 13 lat zdechła mi rybka. To było moje całkiem normalne życie które kochałam.
-Rachel nie możesz się do nas nie odzywać cały dzień.-uznała nagle spokojnie mama, ale wiedziałam, że tak na prawdę jest bardzo zdenerwowana.
-A wy mogliście mnie zabrać na drugi koniec świata?!- krzyknęłam za głośno i echo rozniosło się po lotnisku.
-Kochanie...- chciał załagodzić tata
- Więc ja mogę się do was nie odzywać ile będzie mi się podobać.-dokończyłam i przyśpieszyłam kroku, aby jak najszybciej wydostać się z tego miejsca.
Wyszłam przez obrotowe drzwi i poczułam chłód jaki panuję na dworze. Byłam ubrana tylko w szorty z palmami i krótką czarną bluzkę, a rozpuszczone blond włosy rozwiewało mi na wszystkie strony.
-Załóż tą bluzę. Taksówka powinna być za moment.
Tata podał mi bluzę i spojrzał na zegarek. Był ubrany w swój ulubiony niebieski sweter i jeansy. Mama podobnie tylko trzymała jeszcze w ręce kurtkę, którą chyba miała zamiar założyć. Musieli wiedzieć, że będzie tu chłodniej niż w Miami. Mogłam się domyśleć ale nie miałam głowy wtedy do takich rzeczy, ubiór był nie istotny.
Wsiadając do taksówki zauważyłam, że nawet nie wiem w jakim mieście jesteśmy. Rozpoznałam kilka budowli które kiedyś mama mi pokazywała na zdjęciach, ale nie umiałam określić gdzie się znajdujemy.
Mama bardzo chciała abyśmy razem z tatą wiedzieli jak najwięcej o jej ojczystym kraju. Kiedy byłam mała zaczęła uczyć mnie języka, w wieku 9 lat już posługiwałam się nim płynie. Tacie nauka zajęła trochę więcej czasu, ponieważ wymigiwał się pracą i brakiem akcentu przez który i tak go nikt nie zrozumie. Mi również nauka wydawała się bez sensu. W domu nigdy nie posługiwaliśmy się tym językiem, a teraz będziemy używali go bez przerwy.
Wypuściłam powietrze i zauważyłam, że mam spocone ręce chociaż temperatura w taksówce wcale się nie zwiększyła i wtedy zobaczyłam to. Ogromny pałac. Pamiętam jak mama opowiadała gdzie on się znajduję. Byliśmy w stolicy.
Taksówka zatrzymała się parę kilometrów dalej. Wysiadłam i nie wiedziałam co powiedzieć.
-Będziemy mieszkali w bloku?- wybrałam to pytanie.
-Tak. Nie potrzebny nam duży dom. Jest nas tylko trójka, a mieszkanie jest wystarczająco duże aby każdy z nas czuł się dobrze.- oznajmiła mama wypakowując walizki z bagażnika razem z tatą. Podała mi moją i małe pudełko.
-Nigdy nie poczuję się tu dobrze.- odpowiedziałam i przeszła do bloku w którym najprawdopodobniej będziemy mieszkać.
Wokół nas znajdowało się jeszcze ich wiele, ale po wzroku rodziców rozpoznałam, że to właśnie ten. Na parterze znajdowały się sklepy i parę restauracji. Po drugiej stronie ulicy zauważyłam przystanek metra.
-Wow w tej dziurze jest metro. Chociaż tyle.- westchnęłam do siebie.
Zorientowałam się, że w do budynku prowadzi kilka klatek więc nie wiedziałam do której pójść. Los skazał mnie na czekanie na rodziców.
Mama podeszła do najbliższej i wbiła kod próbując nie upuścić pudełek. Drzwi otworzyły się i nie chętnie weszłam. Od razu zatęskniłam za domem. Wnętrze klatki było zimne. Nie tylko temperatura była niska ale i ściany które były pomalowany na brzydki blady kolor. Tata chyba też to zauważył ponieważ wypuścił powietrze z ust jakby przez chwile je tam trzymał .
Miałam już się rozpłakać kiedy zobaczyłam schody i ile ich jest przed nami, ale potem zauważyłam, że za nami stoi winda. Spanikowałam. Nienawidziłam wind i panicznie się ich bałam. To było cztero metrowe pudełko śmierci. Tak powinno się to nazywać.
-To ja pójdę schodami.- szybko wykrztusiłam i podeszłam do schodów.
-Rachel mieszkamy na 12 piętrze.- powiedziała mama z ironicznym uśmiechem, a ja prawie nie zemdlałam. Podeszłam powoli do windy i uznałam, że gorzej być nie może. Przeżyłam czternasto godziną podróż samolotem i wiadomość, że wyjeżdżamy z kraju. Tak, winda to był pikuś. Weszłam do windy, która już nie była cztero metrowym pudełkiem śmierci, była po prostu pudełkiem. Jeżeli wszystko będę porównywała do przeprowadzki tutaj chyba pozbędę się wszystkich fobii.
Metalowe drzwi windy otworzyły się przed nami. Wyszłam i zobaczyłam, że na naszym piętrze znajdują się trzy mieszkania z czego jedno jest nasze. Brzmiało to jak koszmar. Mój koszmar który powoli się spełnia.
Tata wyjął klucze z kieszeni i otworzył drzwi. Puścił mnie pierwszą. Weszłam i nie mogłam uwierzyć. Mieszkanie wyglądało tak jakbym ja je urządzałam. Przedpokój był połączony z kuchnią i salonem, a w przedpokoju były drzwi, zapewne do łazienki, sypialni i mojego pokoju. Całe mieszkanie było urządzone w bieli, a wszystkie dodatki były niebieskie i czarne. Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę mój pokój. Rodzice zapewne wiedzieli jak będzie urządzone mieszkanie ponieważ po ich minach nie było widać zdziwienia.
Odstawiłam walizkę i pudełko i pobiegłam do pierwszych drzwi gdzie znajdowała się łazienka. Miała karmelowe płytki i białe dodatki, wreszcie coś w ciepłych kolorach. Podeszłam do kolejnych drzwi gdzie znalazłam zapewne sypialnie rodziców, była urządzona podobnie jak reszta mieszkania, czyli na biało. Zamknęłam drzwi i wciągnęłam powietrze do ust, ponieważ wiedziałam, że za kolejnymi drzwiami znajduje się mój pokój. Może za bardzo to przeżywałam, ale pokój nastolatki musi oddawać osobowość nastolatki.
Odważyłam się w końcu i pociągnęłam za klamkę. Za drzwiami znajdowało się to czego oczekiwałam. Piękne jasne, cukierkowe meble, duża szafa z dużym lustrem, biurko, toaletka i łóżko. Ale nie to było najważniejsze. Ściany miały kolor niebieski, taki jak w moim starym pokoju. A na łóżku znajdował się czerwony koc. Podbiegłam do łóżka i otuliłam się kocem. Nie był to koc z Miami, ale kiedy trzymałam go w rękach i zamknęłam oczy czułam się jakbym się transportowała do starego domu, nawet poczułam zapach cynamonu z jabłkami który zawsze unosił się, kiedy mama co tydzień piekła szarlotkę.
Otworzyłam nagle oczy i znajdowałam się w starym domu a mama stała w drzwiach patrząc się na mnie jakby miała mi przekazać, że to jednak nie mój pokój.
-Zapomniałam cie poinformować o jeszcze jednej rzeczy- powiedziała cicho i delikatnie.
-Jakiej?- zapytałam zdziwiona.
-Zapisałam cię do szkoły. Jutro zaczynasz lekcję- odpowiedziała jakby bała się mnie o tym poinformować. Cóż miała powód, ponieważ czułam się jakby właśnie serce mi stanęło.
Mama szeroko się uśmiechnęła, a przez moje ciało przebiegły ciarki, a z oczu poleciały łzy. Nie chciałam aby zobaczyła mnie w takim stanie. Zaczekałam aż wyjdzie, przytuliłam się do koca i zaczęłam płakać, aż w końcu zasnęłam.
Koszmar właśnie się spełniał.
Koszmar właśnie się spełniał.